venerdì 30 giugno 2017

Solo nella foresta cammino piano

 Dopo tre settimane di vacanze dei nostri figli devo constatare che purtroppo c'è sempre da correre. Faccio la spesa, cucino, pulisco, lavo e stiro anche, innaffio le piante, raccolgo frutta e verdura, faccio marmellate e succhi, come sempre. Dopo le giornate di lavoro da casalinga ho voglia di uscire da qualche parte. I ragazzi spesso pensano a una destinazione diversa, più divertente per loro, allora si discute...E comunque se vogliamo uscire, mi devo sbrigare presto con le faccende domestiche e preparare da mangiare al sacco oppure al ritorno a casa e così via.
Avete mai avuto la sensazione che il mondo attorno a voi va troppo velocemente? A me capita abbastanza spesso. Sono anche una persona veloce ma non mi piace dover essere sempre dappertutto e con tutti, ad ogni costo. In questi giorni ho scoperto i libri di Pierre Sansot "Vivere semplicemente: alla ricerca dei piaceri dimenticati" e "Sul buon uso della lentezza". Da lui ho avuto la conferma di non essere "la casalinga autentica" - non amo le mie pentole;) Se fossi una casalinga perfetta, non soffrirei così tanto per dover preparare sempre da mangiare, visto che spesso non è possibile consumare tranquilli un pasto senza glutine fuori casa. Mi sento davvero coccolata quando andiamo a trovare i miei parenti e la mia cognata Joanna con la sua mamma ci preparano da mangiare anche per una settimana. Ho trovato però una frase che descrive perfettamente il mio ruolo: "il dovere di regolare un caos minaccioso". Sì, quella sono io. 




Tornando all'eccessiva velocità della vita...ogni tanto riesco a lasciare che siano altri a correre e insieme a mio marito e ai figli vado nelle Foreste Casentinesi. Chi non conosce il Parco, trova le info qui. C'è anche un canale del Parco su youtube, con tanti bellissimi filmati.
Potrei distinguere più di un tipo del passo con cui mi muovo nella vita, tra il trotterellare continuo in casa tutto il santo giorno, il passo impaziente nel supermercato e quello svelto della camminata veloce che mi serve per migliorare la circolazione. 
Solo nelle Foreste Casentinesi cammino piano, scoprendo la bellezza della natura. Qualche giorno fa abbiamo fatto una passeggiata con la guida Carlo Cisco sul sentiero natura dell'Acquacheta: la valle e la cascata di Dante. 


Siamo partiti minacciati dalla pioggia che alla fine non è venuta giù.



La settimana scorsa,  per la scarsità delle precipitazioni, non si vedeva tanta acqua nella cascata.



Stavolta pranzo al sacco, con panini, frutta e biscotti, semplice e veloce da preparare, così mi piace:)



In questi giorni siamo riusciti ad andare al parco, dove ormai non capitiamo spesso, perché solo Filippo sarebbe interessato a giocarci. Mi ricordo ancora quando andare al parco era il nostro rito quotidiano che dava tanta gioia ai bambini e che mi insegnava proprio a scegliere la lentezza nella vita.

Vi auguro di trovare il passo giusto del vostro cammino. Buon weekend. B

Czy kiedykolwiek odnieśliście wrażenie, że świat wokół Was kręci się za szybko? Ja tak.  Ostatnio odkryłam książki Pierra Sansota "Le gens de peu" (we włoskim tłum. "żyć prosto") i "Du buon usage de la lenteur" (we włoskim tłum. "O dobrym zastosowaniu powolności", nie znalazłam wydania polskiego). Po ich przeczytaniu utwierdziłam się w przekonaniu, że nie jestem "prawdziwą" gospodynią domową: nie kocham moich garnków. Gdybym była perfekcyjną gospodynią, to bym tak nie cierpiała przy ciągłym gotowaniu, czego nie można uniknąć przy celiakii w rodzinie.  Gdy jesteśmy w odwiedzinach u rodziny w Warszawie, to czuję się prawdziwie dopieszczona przez bratową Asię i jej mamę, które odważnie i z zaangażowaniem przygotowują nam posiłki, również te bezglutenowe.
Wracając do zbyt szybkiego tempa naszego życia...mogłabym rozróżnić kilka rodzajów mojego kroku, którym posługuję się na codzień, ale jedynie w Parku Foreste Casentinesi chodzę powoli podziwiając naturę. Kilka dni temu wybraliśmy się na spacer z przewodnikiem do wodospadu Acquacheta, który został opisany przez Dantego w "Boskiej Komedii".
Ostatnio udało nam się też wybrać na plac zabaw, którego już od dawna nie odwiedzaliśmyy, jako że tylko Filippo jest jeszcze zainteresowany bawieniem się na placu zabaw. Pamiętam jednak dobrze, że kiedyś chodzenie tam było naszym codziennym rytuałem, który dawał wiele radości dzieciom a mnie uczył właśnie wyboru powolności w życiu.
Zyczę wszystkim odkrycia prostych a zapomnianych codziennych przyjemności. Miłego weekendu. B.

sabato 24 giugno 2017

A me piace la lavanda

A me piace la lavanda ma so che non tutti gradiscono il suo profumo. Il mio primo ricordo di quella pianta risale all'estate del lontano 1994. Sono stata invitata dalla mia amica Joanna a passare con lei e suo fratello 2 settimane a Londra, a casa di una parente.



Abbiamo visitato Kew Gardens e proprio lì mi sono innamorata della lavanda. Tanti anni dopo ho visto il giardino dei miei futuri suoceri con una pianta di lavanda, che profumava tantissimo ma era un po' trascurata, non potata etc.  L'anno scorso ho letto da qualche parte la storia di una donna che coltiva la lavanda in Polonia. Ho pensato subito che potrei piantare un po' di lavanda nel nostro orto, che più avanti si è verificato non tanto facile. Domenica scorsa siamo andati vicino a Brisighella, a Monte Spada Agri Culture (www.monte-spada.it) a passare tutta la giornata con il tema "Lavanda in fiore".
Di mattina abbiamo fatto passeggiata nel lavandeto insieme a Matteo Bolognesi, agricoltore a Monte Spada, un uomo con una grande passione per questa terra.

Lubię lawendę, ale zdaję sobie sprawę, że nie wszystkim odpowiada jej zapach. Moje pierwsze wspomnienie lawendy pochodzi z odległego roku 1994. Zostałam wtedy zaproszona przez moją przyjaciółkę do spędzenia z nią i jej bratem 2 tygodni w Londynie, w domu ich krewnej. Zakochałam się w lawendzie po wizycie w Kew Gardens. Po wielu latach zobaczyłam ponownie krzak lawendy w ogrodzie moich przyszłych teściów, tyle że był nieco zaniedbany...Aż wreszcie wpadł mi w ręce artykuł o kobiecie, która uprawia lawendę w Polsce. Od razu sobie pomyślałam, że  mogłabym posadzić lawendę u nas, obok warzywnika, co okazało się nie takie proste. W zeszłą niedzielę pojechaliśmy w okolice Brisighelli, do miejsca, które nazywa się Monte Spada (www.monte-spada.it).aby spędzić cały dzień w temacie "Kwitnąca lawenda". Rano poszliśmy na spacer wśród pól płaskurki, konopi, kiwi i oczywiście lawendy oprowadzani przez Matteo Bolognesi, który wraz z żoną i teściami prowadzi to gospodarstwo.



Qui si vede una varietà di lavanda coltivata a Monte Spada,  in realtà le varietà sono tre.

Tu widać tylko jedną odmianę lawendy, w rzeczywistości w monte Spada uprawiane są  trzy jej odmiany.



Al ritorno dalla passeggiata abbiamo partecipato a un laboratorio di preparazione di un doposole lenitivo emolliente alla lavanda a cura di Giorgia Gamberini, erborista e profumiera che sa tante cose sulle proprietà degli oli essenziali. Sapete che l'olio essenziale di lavanda  svolge un'azione antinfiammatoria  e il miele è un ottimo cicatrizzante per le ferite?  
Per noi è stata la prima esperienza,  non abbiamo mai fatto una crema a casa. La crema preparata a Monte Spada l'abbiamo usata questa settimana dopo lecmattinate al mare. E' buonissima! (quasi da mangiare:) Le foto del nostro laboratorio le ho viste sul sito di Giorgia www.goccedituberosa.net.

Po powrocie ze spaceru wzięliśmy udział w  warsztatach przygotowania kremu po opalaniu z olejkiem lawendowym, prowadzonych przez Giorgię Gamberini, zielarkę, która zajmuje się również aromaterapią i wie dużo o właściwościach i zastosowaniu olejków eterycznych. Wiedzieliście, że lawenda ma właściwości anyseptyczne a miód świetnie zabliźnia rany? Krem przygotowany w Monte Spada wypróbowaliśmy w tym tygodniu, po wypadach nad morze. Jest świetny! Zdjęcia z warsztatów można obejrzeć na stronie Giorgii www.goccedituberosa.net.



Alle 13.00 ci siamo messi a tavola. E' stata una delle poche volte quando mangiamo fuori casa non in ristorante che fa parte del programma Fuori casa senza glutine dell'AiC. Non potevamo però perdere l'occasione di passare una giornata con il profumo di lavanda. Qualche giorno prima  ho contattato Monte Spada per fare la prenotazione della nostra partecipazione e chiedere dettagli sul pranzo (non era previsto il pranzo al sacco). So bene che preparare da mangiare per due celiaci non è facile se al pranzo c'è un gruppo di 30-35 persone. Noi non siamo molto esigenti, ci interessa di più poter consumare un pasto davvero senza glutine, senza contaminazioni. Il menù proposto era molto ricco, quello per celiaci era per forza ridotto. Hanno servito loro un'insalata di riso con verdure e formaggio, in più potevano assaggiare il parmigiano, l'insalata di stagione oppure la ricotta con gelatine alla rosa e alla violetta (un dessert squisito). Il resto della famiglia, vuol dire io, Anna e Filippo abbiamo mangiato tortelli di farro, farro al pesto, piadina di farro e canapa e vari biscotti salati. I bambini sono stati coraggiosi e hanno assaggiato praticamente tutto, bravi. 

O 13.00 usiedliśmy do stołu. Muszę przyznać, że rzadko jadamy poza domem w lokalach, które nie są monitorowane przez włoskie Stowarzyszenie Celiakii (pewnie dlatego, że jest ich tak wiele). Tym razem nie chcieliśmy stracić okazji spędzenia całego dnia w gospodarstwie z lawendą. Kilka dni przed naszym przjazdem skontaktowałam się z Matteo, żeby potwierdzić nasz udział i omówić szczegóły posiłku (nie był przewidziany obiad we własnym zakresie). Wiem dobrze, że przygotowanie obiadu dla 2 celiaków nie jest łatwe przy grupie 30-35 osób. My jednak nie jesteśmy bardzo wymagający, interesuje nas głównie to, aby posiłek był naprawdę bezglutenowy, bez zanieczyszczeń. Menù dla nas wszstkich było bardzo bogate, te dla naszych dwojga celiaków, siłą rzeczy, znacznie okrojone. Podano im sałatkę ryżową z warzywami i serem. Poza tym mogli spróbować parmezanu, sałaty, ricotty z galaretką z róży i z fiołka (przepyszny deser). Reszta rodziny, to znaczy ja, Anna i Filippo jedliśmy  tortelli z płaskurki, płaskurkę z pesto, piadinę z mąki z płaskurki i konopi, słone ciasteczka. Dzieci były odważne i prawie wszystkiego spróbowały, duże brawa!

Gli adulti sono capaci di stare delle ore a tavola, i bambini ogni tanto si facevano una pausa.

Dorośli są w stanie siedzieć godzinami przy stole, dzieci od czasu do czasu robiły sobie przerwę.

Dopo il pranzo siamo ritornati nel campo di lavanda, a raccoglierla per poter caricare il distillatore.

Po obiedzie wróciliśmy na pola, żeby zebrać lawendę i załadować destylator.




Purtroppo, non ho le foto della carica del distillatore e del laboratorio dell'intreccio.
A casa ho portato l'olio essenziale di lavanda vera, un barattolo di confettura di scalogno e una bottiglietta di sciroppo di fiori di sambuco (quasi finito da me e Filippo). E' stata proprio una bella domenica con la famiglia, c'è la ricorderemo con piacere. Siamo stati anche fortunati, perché non era ancora arrivato quel terribile caldo che sentiamo oggi, mentre sto finendo di scrivere questo post.
Buona domenica a tutti! B.

P.S. Vorrei chiarire che non ho nessun legame con  l'Azienda Monte Spada Agri Culture né con Goccedituberosa. Ciao

Niestety nie mam zdjęć pokazujących ładowanie destylatora i warsztaty wiązania lawendy. Do domu przywiozłam  olejek lawendowy, słoik konfitury z szalotki i butelkę soku z czarnego bzu (prawie wypity przeze mnie i Filippo). To była naprawdę piękna niedziela spędzona z rodziną, będziemy ją z przyjmnością wspominać.  Mieliśmy dużo szczęścia, bo nie było jeszcze tak gorąco jak dzisiaj, kiedy kończę pisać ten artykuł.
Miłej niedzieli! B.

P.S. Chciałabym podkreślić, że nie współpracuję ani z Monte Spada ani z Goccedituberosa. Ciao

venerdì 16 giugno 2017

99 giorni


Ho contato i giorni delle vacanze dei miei figli, 99. Li ho contati due volte ma veniva sempre lo stesso numero. Mi consola il fatto che una settimana sia già passata. Scherzi a parte, le vacanze estive, in Italia, sono molto lunge, quelle della mia infanzia e adolescenza iniziavano la quarta settimana di giugno e finivano circa l'ultimo giorno di agosto. I mesi d'estate li passavo con i genitori, i nonni e i cugini, sui laghi, al mare e in campagna. Oggi sono anch'io mamma e devo organizzare 3 mesi di vacanze a un bambino e a due ragazze. Non sarà facile. Bisogna lasciare tempo e  spazio al relax  e anche al far niente. Vogliamo passare tanto tempo con gli amici. Poi ci sono i compiti delle vacanze. Riempiremo le giornate con delle attività per le quali non abbiamo tempo durante l'anno scolastico. Andremo al mare e in montagna. Faremo delle cose nuove. Siamo pronti per le sorprese. 
Ancora l'anno scorso il periodo delle vacanze era particolarmente duro per me. Avevo pochissimo tempo per me stessa e al rientro dei bambini a scuola arrivavo letteralmente esausta. Quest'anno i figli sono più grandi e così mi sono posta obiettivi nuovi. Quest'estate spero di  non sospendere tutte le mie attività, di poter coltivare comunque le mie passioni, di farmi rispettare di più. Incrociate le dita. 
Ieri  ho fatto una delle mie solite camminate (anche se il tempo era brutto e ho preso un' po di acqua) e ho pensato che  i figli  cambiano velocemente. Fra 3 mesi frequenteranno terza media, prima media e seconda elementare diversi da come sono ora. Dove ci porteranno le esperienze di piena estate?















Cerchiamo di passare più tempo insieme, regalarci la nostra presenza con tanta gioia.


La raccolta di frutti richiede un po' di pazienza.


Il fiore all'uncinetto regalato da mia figlia.


Ho sacrificato una rosa per poter mettere su l'amaca, vedremo quanto tempo riuscirò a dedicare al relax.


Non vi dico quanto tempo ci vuole per preparare la marmellata di ciliegie. Quest'anno ci sono tante ciliegie ma io ho fatto solo 8 vasetti. Bastano come esercizio per aumentare pazienza.


Dalla Biblioteca Malatestiana torniamo con la promessa di viaggi che non richiedono il muoversi da casa.

Grazie per la vostra visita in questo blog. Buon weekend. B.